Wczorajszy, piękny dzień owocował w słoneczne spacery. Mimo, że nie było najcieplej wybraliśmy się na jesienną wędrówkę.
Kacper W. jako, że nie lubi nudy przemieszczał się dwoma środkami transportu.
Pierwszym z nich był wózek, który jest jego najmniej lubianym pojazdem, a zapięcie go w pasy objawia się ogromnym wyciem.
O ubieraniu nie wspomnę.
Drugim pojazdem był fotelik samochodowy... I cóż mogę napisać?
W foteliku fajnie jest, można troszkę przez szybę poobserwować świat oraz uciąć króciutką i słodką drzemkę,
bo przecież przy wyciu silnika to najlepszy sen.
Dodam również, że okno samochodowe to ostatnio nowy obiekt zainteresowań naszego syna.
Bo wcześniej to tylko w mamę się wgapiał jak w jakiś święty obrazek (a przecież do świętości to daaaleka droga).
Naszym ostatnim nabytkiem małego wędrownika i zdecydowanym faworytem jest nosidełko.
A uczucie Kacpra w nim można porównać do ryby w wodzie, jest zachwycony!
Głowa sie kręci we wszystkie możliwe strony. Taka wysokość to już coś!
Bo na tym etapie rozwoju Kacperka to wszystko lepsze od leżenia na bujaczku, leżaczku, w łóżeczku, na macie, karimacie i przewijaczku
( te i inne podłogowe zabawy precz!)
A wieczorem odwiedzili nas przyjaciele z Bruniem. Bruno to piesek.
Niesamowite i pocieszne stworzenie, uwielbiające i kochające dzieci. Pies, którego nie da się nie lubić.
Szkoda, że Kacper jest jeszcze troszkę za mały na wspólne harcowanie,
ale jak podrośnie to coś czuję, że zapałają do siebie wieelką przyjaźnią.
A dzisiaj ciężki dzień za nami...
Szczepienie...
Bardzo dzielny był... A teraz słodko pochrapuje i stara się zapomnieć o porannej traumie...
Zapatrzony w dal...
Niestety, ale nasz ostatni środek lokomocji nie został uwieczniony na powietrzu i dlatego zdjęcie zostało zrobione w domku.